DO MATKI MIŁOSIERDZIA

Kto uczestniczył w pieszej pielgrzymce np. jednodniowej, poznał trud na poziomie żłobka. Nocne pielgrzymki (np. do Wykrotu), są już większym wyrzeczeniem. Jednak szczególnego wysiłku wymagają piesze pielgrzymki przez obce państwa. Czy to będzie czerwcowa z Rzeszowa do Lwowa (180 km), czy Suwałki -Wilno, to jednak jedną z najbardziej wymagających i trudnych jest pielgrzymka Białystok-Grodno-Wilno (ponad 300 km). Właśnie doszła już 24 Ekumeniczna piesza pielgrzymka do Wilna. Wyruszyło 350 osób a doszło 450. 8 księży, 16 sióstr. Biskup z Białegostoku H. Ciereszko szedł na dwóch ostatnich etapach. Ludzie z całej Polski i nie tylko. Przedział wiekowy od – 7 letniej Ani z Gdańska (z wózkiem), do 76 letniej pani, która szła już 24 raz.

Jak przystało na 24 lata, świetna organizacja. Rozpoczęliśmy mszą świętą w Katedrze w Białymstoku o 5:30. Tak było co dzień, bo pobudka 4-6 rano. Ruszyliśmy w piękny poranek. Dopiero w okolicach Supraśla zostaliśmy porządnie zmoczeni. Była też duża niespodzianka i tragiczna, bo jeden z pielgrzymów – Czesław, nie dotarł do białoruskiego punktu odpraw. Zasłabł i został zabrany przez karetkę na polską stronę. Potem dowiedzieliśmy się, że zmarł. Doświadczony pielgrzym (ok. 60 lat, lecz dużej tuszy), nie pierwszy raz na tej pielgrzymce. Dziwne, bo każdego roku kupował bilet powrotny a teraz tego nie uczynił…

Co jest takiego szczególnego w tej pielgrzymce przez 3 państwa? Niezwykle życzliwa atmosfera – to oczywiste, okazywanie sobie miłości – normalne, ale tych spotkań w drodze zwłaszcza na Białorusi, trudno będzie zapomnieć. Ta pielgrzymka, w szczególności już za Grodnem, to niemal święto dla tych ludzi często polskiego pochodzenia. Jakże oni tęsknią za Polską…! Jak potrafią okazać nam, jakby wysłannikom polskim, swoje serce, swoją wdzięczność że jesteśmy. Widzieliśmy, że czasem witali nas na klęcząco czy sypali kwiaty na drogę. No dobrze, przypiszmy to temu, że pielgrzymi nieśli relikwie bł. ks. M. Sopoćko. Zostawiliśmy je już na Litwie w Jaszunach, gdzie aktywnie pracował błogosławiony.

Byłem ciekawy Białorusi, wszak tak nas „straszą” poprzez te niemieckie media. Cóż, gospodarka kołchozowa różni się od naszej własności ziemi. Kilometry ha kukurydzy, czy buraków. Wioski kołchozowe pamiętające okres wczesnego komunizmu. Domki, często „sfatygowane”, drewniane i kryte eternitem. Zwykle na postojach pytałem – jak wam się tu ludzie żyje? Nie narzekali tak strasznie. Starzy mają swoje emerytury rządu 100-150 dolarów USA ( w przeliczeniu), a pracujący 200-250 dolarów. Do tego działki ok. 0,5 ha. Uprawiają więc warzywa, mają owoce i ziemniaki. Czasem ktoś ma krowę. I z tego co mają, goszczą nas pielgrzymów. Czyli pomidory, ogórki, jabłka, śliwki oraz ciasta. Rozczulił nas widok na jednym z przystanków staruszki która, by nas ugościć wyłożyła wszystko co miała, czyli owoce i…chleb ze słoniną. Chyba dostała od nas więcej, bo pielgrzymi często rozdawali spotkanym ludziom – słodycze, obrazki czy zabawki.

W dużych miastach, raczej każdy może znaleźć pracę. Inną sprawą są zarobki, które były już większe. To normalne w ustrojach, gdzie władza ma instrumenty, by utrzymać w ryzach społeczeństwo. Mówiono mi, że komuniści mają dobrze. Także zbrojne ramię władzy – milicja, dostała już spore uprawnienia i trzyma tę społeczność w karności. Jest za to spokojnie, bo np. wieczorami nie boją się puszczać dzieci na podwórko. Nie ma specjalnie rozbojów, no i Łukaszenka wydaje się być „wieczny”.

Podczas wędrówki, nikt chyba nie był głodny. W Polsce w okolicach Supraśla miłą niespodziankę zrobił plantator borówki amerykańskiej, bo każdy pielgrzym dostał solidną porcję. Jechała z nami kuchnia polowa, która serwowała dobre zupy oraz kawę czy herbatę. Wdzięczni mieszkańcy dzielili się na postojach tym co mają i to było piękne. Ileż w tym było widać miłości. Spanie było różne, na ogół krótkie. Często ludzie brali nas do domów na nocleg. To chyba nie jest zbyt częste na innych pielgrzymkach. To rodzi znajomości a nawet przyjaźnie. Ludzie spragnieni rozmowy po polsku, wiadomości, bo nie oni zawinili, że przesunięcie granic ich „uwięziło”. Te spotkania zostaną w naszej pamięci, bo do nas potrafili się otworzyć. Różni ciekawi ludzie z Białorusi wędrowali z pielgrzymką. Jeden twierdzi, że od 20 lat nie je mięsa i 4 razy w tygodniu pije tylko wodę. Woda jednak musi postać z tydzień. Spanie było też w szkołach a nawet w kościele. Dla mnie osobista noc przed relikwiami bł. M. Sopoćki, była niezwykła. Jak to w Białorusi, byliśmy eskortowani od granicy do granicy przez wóz milicyjny.

Trudy pielgrzymowania chyba wszyscy odczuwali. No cóż, przekłuwało się pęcherze na stopach i rozcierało bolące mięśnie. Służba medyczna też miała co robić. Przekroczenie granicy z Białorusi na Litwę, to także sprowadzanie ludzi do parteru. Formalność na granicy UE. Zmienił się krajobraz rolniczy. Litwini próbują coś uprawiać, ale to jeszcze nie ten widok z Polski. Muszą jeszcze nauczyć się tej kultury uprawy ziemi. Za to zaczęły się coraz ładniejsze domy, kryte już nie eternitem ale blachodachówką, lepsze samochody i… jakaś większa cywilizacja. Już nam nie broniono noclegów w szkołach. Szliśmy do Ostrej Bramy a to miejscowych ludzi nastawiało b. pozytywnie a nawet po drodze częstowali. Byliśmy wszak spragnieni, bo słońce silnie grzało. Gdy doszliśmy, widziałem wiele łez na twarzach ludzi. Wytrwaliśmy, wytrzymaliśmy, doszliśmy i ten trud ofiarowaliśmy Matce Bożej. Sporo ludzi szło po raz pierwszy i potem chętnie poszli z biskupem na zwiedzanie starówki Wilna. Codzienne msze święte, codzienne katechezy w drodze no i świetne opowieści historyczne jednego z księży o przechodzonych terenach.

Następnego dnia po mszy w Katedrze, autobusami rozjechaliśmy się do domów. Przy okazji odwiedziliśmy – Studzieniczną.

Konkludując. Dziś bardziej nam potrzeba – świadków niż nauczycieli. Stąd bogaci nadal będą spędzać wakacje w ciepłych krajach a „biedniejsi” (ale bogaci duchem), będą wynagradzać Bogu poprzez choćby pielgrzymowania. Taka wędrówka poprzez inne kraje niezwykle ubogaca, daje szersze rozumienie rzeczywistości. Czy jestem zadowolony – oczywiście, choć przypomniałem, że jeszcze nie byłem we Lwowie…!

Aleksander Szymczak

opublikowany na: grajewo24.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.