GORRRĄCA PIELGRZYMKA

„Idzie nasza karawana, przez łąki, lasy do Pana, na na na na; Idzie nasza karawana, prowadzi ją sam Bóg”, leitmotiv jednej z licznych piosenek na pielgrzymce. To już XXX-ta piesza ekumeniczna pielgrzymka z Białegostoku do Wilna (20 – 25 sierpnia 22r.), pod hasłem – „Aby byli jedno”. Uczestników ok 350, w tym ok 25 z Białorusi (kłopoty wizowe… niestety). Szło 10 księży, alumni i diakoni, oraz jedna siostra zakonna -Augustyna z Grodna. Na pierwszym i ostatnim odcinku szedł z nami (ludzki chłop – jak mówili pielgrzymi) bp pomocniczy Henryk Ciereszko z Białegostoku. Kierownikiem pielgrzymki był, jak zwykle niezawodny, ks. dr Łukasz Żuk. Mszą świętą w sobotę o 5:30 zaczęliśmy nasz pątniczy szlak.

Na stronie pielgrzymki: www.wilenska.bialystok.pl – czytamy: „Pielgrzymka to rekolekcje w drodze. Jest to idealny czas na modlitwę, refleksję, rozmowę, duchową przemianę, radość spotkania z Chrystusem i Jego Matką w Duchu Świętym. Pielgrzymka jest wydarzeniem wyłącznie religijnym. To forma wędrownych rekolekcji, podczas których pragniemy dzielić się świadectwem naszej wiary, nadziei, miłości oraz zaświadczyć o przywiązaniu do Maryi i Kościoła.

Ekumeniczna Piesza Pielgrzymka do Wilna jest wyjątkową pielgrzymką. Trasa pątniczej drogi do tej pory wiodła przez trzy państwa – Polskę, Białoruś i Litwę. Jednak w obecnej sytuacji będziemy pielgrzymować tylko w Polsce i na Litwie.”

Jak bogaty nie zrozumie biednego, jak syty nie zrozumie głodnego, tak małej wiary nie pojmie – idącego pielgrzyma. Po co? Po co ta męczarnia? A jednak! Dać coś więcej od siebie Bogu i Maryi, a nie tylko paciorek i msza niedzielna (od czasu do czasu). Ta radość dawania ma też wymiar czysto ludzki, wszak szaleństwo covidowe pozamykało nas w domach i zdecydowanie ograniczyło kontakty interpersonalne. Teraz, już bez (obłędnych) maseczek, mogliśmy się ponownie zobaczyć i… nacieszyć sobą (jesteśmy jednego ducha!). Cieszyli się też mieszkańcy mijanych miejscowości, a zwłaszcza ci z terenów przygranicznych, gdzie byli „zamknięci” z powodu – stanu wyjątkowego. Potrafili nas witać nie tylko poczęstunkiem, chlebem i solą, ale nawet rozsypanymi kwiatami na asfalcie. Widzieliśmy ten – stalowy „mur” na granicy z Białorusią….

Pierwszy dzień to etap ok 42 km do Szudziałowa. Mijamy malowniczy Supraśl i tę wieżę, z której w filmie „U pana Boga w ogródku”, „skakał” ojciec komendanta policji. Służba medyczna miała co robić przez całą pielgrzymkę, choć niektórzy sami przekłuwali bąble i szli dalej. W Szudziałowie, swoją mszę prymicyjną miał Ks. Michał, znany, gdyż przez wiele lat posługiwał pielgrzymom jako kleryk, a tu proszę – już ksiądz. Drugi dzień to ponad 33 km do Kuźnicy. Tu też (jak zwykle) niespodzianka, bo… smaczny podarunek (0,5 kg na głowę) borówki amerykańskiej z gospodarstwa p. Wilczyńskiego w Kol. Słoje (niedaleko gm. Sokółka). Hodowla obecnie to 300 ha a wkrótce już… 500 ha! Dziękujemy – były smaczne. Jak wspomniałem, na każdym postoju, lokalna społeczność gościła „czym chata bogata”. Jak zwykle więc, w Starej Kamionce – ser i miód! Gospodarna miejscowość ma swoje pasieki, piekarnie no i sery. W zestawie to… mniam, mniam. Przy takiej spiekocie w jakiej szliśmy, chyba jednak produktem najbardziej pożądanym była… woda i to taka prosto ze studni, ale chętnie też…arbuzy czy melony. Wodę też można było kupić (hurtowe ceny) w jadącym z nami sklepiku. Były tam też dewocjonalia, obrazki, słodycze itd. Jednak i tak na koniec zostało sporo wody. Sugerowana potrzeba – więcej kwasu chlebowego. Oprócz modlitw, których codziennie było dużo, ksiądz Adam ze znawstwem opowiadał o mijanych miejscowościach, bitwach, obyczajach i historii tych ziem. Ksiądz Karol (kwatermistrz), codziennie miał katechezę tj. cztery zasady życia społecznego z „Ewangelii Gaudium”. Pierwsze: „Czas to więcej niż przestrzeń”, drugie: „Jedność jest przed konfliktem”, trzecie: „Rzeczywistość jest ważniejsza od idei” i czwarte: „Całość to więcej niż część”. Nie sposób przytoczyć tu obszernych treści, ale z podanych przykładów… pewna bogobojna niewiasta zapytała mądrego księdza, chodzę w niedzielę na dwie msze, odmawiam cztery części różańca, w poniedziałki jestem na Odnowie, we wtorki na Glorioza, w środy na Radio Maryja, w czwartki…, w piątki…, w soboty… – czy mam szansę dostać się do Nieba? Kapłan odpowiada – pani mąż ma większe szanse…! Znaj swoją powinność. Dochodząc do Kuźnicy, zwykliśmy odwiedzać „Memoriał Golgoty Wschodu”, odsłonięty w październiku 2013r. ze swoim 13 metrowym krzyżem, ale chyba w tym roku poprawność polityczna zwyciężyła. Szkoda, bo tak na oko, to 1/3 pielgrzymów szła po raz pierwszy.

Po mszy świętej w Kuźnicy następnego ranka, autobusy zawiozły nas na Litwę (via: Studzieniczna) i zaczęliśmy wędrówkę od Ejszyszek (miejscowość na dawnej trasie przez Białoruś). Szliśmy dalej, choć na parę godzin „zgubiliśmy krzyż i figurę Matki Bożej”, która, przez przeoczenie, wracała z autokarami. Na Litwie też doświadczaliśmy ciepłego przyjęcia. Na postojach częstowano, ale i chętnie rozmawiano. Ludzie mówili o trudach okresu mniemanej „plandemii” i ogromnym zamordyzmie. Wyszczepić, wyszczepić kogo się dało! W Polsce było to jeszcze świadome bezprawie, a tam… jak się nie zaszczepisz, to wylatujesz z roboty! I to było na ostro! Teraz są zatroskani wojną na Ukrainie, ale i rosnącymi cenami. Nie na wszystko ich stać. Ogromny strach, bo sieją info, że za 1 kwh energii elektrycznej będą płacić …. 4 euro! Jak żyć? Cała nadzieja w Bogu i Jemu ufają. Jak co roku, odlatujące stada bocianów, zataczały kręgi nad pielgrzymami. Co za piękny widok.

Czwartego dnia przyszliśmy do miejscowości Jaszuny. Tam nasza pielgrzymka w 2016r. przyniosła relikwie bł. Michała Sopoćki. Noclegi były przeważnie po szkołach, ale niektórzy mieli to szczęście, by zanocować u przyjaznych gospodarzy. Pożytek obopólny, bo rozmowom, śpiewom i radością spotkania, czas był nieistotny. Nam się przytrafił rarytas, bo p. Jasia zabrała kilku pielgrzymów do swego domu.. nad rzeką. Na takie przepocone i rozpalone ciała, to był istny balsam. Piątego dnia, po krótkiej modlitwie ruszamy do Wilna. Ponieważ główna droga była zamknięta, musieliśmy iść inną trasą, ale nie narzekaliśmy, bo większość była pod osłoną lasu (palące słonce). Tuż przed Wilnem, zakładamy otrzymane białe koszulki, by pielgrzymka wyglądała lepiej i ok 16 przychodzimy pod – Ostrą Bramę. Radość, łzy, leżenie krzyżem… Idący z nami bp. H. Ciereszko wita Matkę Bożą i odprawia mszę. Następnego dnia w archikatedrze Wileńskiej, bp odprawia mszę końcową i do… autokarów, które wiozą nas do Białegostoku.

Pewnie każdy szedł z jakąś swoją intencją w sercu. 56 letnia warszawianka z gór, 1,5 roku temu pochowała męża. Co dalej Boże? 76 letni były sportowiec, idzie, bo jeszcze ma siłę, ale po pielgrzymce kładzie się na onkologię. Dzieci i nawet te w wózkach. Jedno przejechało na hulajnodze, ciągniętej przez mamę. Wielu bierze specjalnie urlopy by iść, bo to… naładowanie na cały rok! To najlepsze „wczasy”, a nie zapominajmy, że tu powstało… wiele małżeństw. Tą warszawiankę widziałem potem u boku pewnego pana… Byli i tacy, co chcieli więcej „ducha”, Drogi Krzyżowej, umartwienia etc. Byli i tacy co szli o chlebie i wodzie (pewne dni). Zupki z kuchni polowej… dobre, i nawet dla tego, co nie miał swego kubka. No i te „ballady religijne” po mszach i brawa dla śpiewającego. Tuż przed wyjazdem, uściskom nie było końca i życzenia… do zobaczenia za rok – jak Bóg da!

Aleksander Szymczak

Jedna myśl na temat “GORRRĄCA PIELGRZYMKA

  1. Lubię te interwencje posła G. Brauna, bo pokazują – patologię urzędów w Polsce: Główny Inspektorat Sanitarny + interwencja poselska 🇵🇱

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.